Koniec wakacji
Link 26.09.2008 :: 09:20
Komentuj (1)W przededniu nowej płyty RA, słucham poprzednich. I zachwycam się codziennie od nowa.
We've all been sorry, we've all been hurt. But how we survive is what makes us who we are. Są mistrzami tekstów, ale jeszcze większymi mistrzami kontekstów. Jaram się.
A tymczasem nadeszła jesień, żółci drzewa i wywołuje grypę. I z grypą na koncert dziś jadę.
Tydzień w słonecznej Italii owocuje dumą lingwistyczną - umiem dogadać się po niemiecku (a nawet po austriacku). I umiem pływać w wodzie tak zimnej, że każdy łyk wody w krytej żabce powoduje szpilki w środku. W drodze, dzięki rodzicom i nie-bratu dowiaduje się, że T.Love to punk mojego życia, a i Pidżamę można po tylu latach odkrywać.
Sporo rzeczy już spakowanych, w niedzielę - ezoteryczny. I studia. I znowu małe zajawki i szczęścia studenta podwójnego kierunku. Niefortunne klastery i fortunne szły.
Trzeba otwarcie przyznać, że spędziłam w wakacje trochę czasu z biblią do fonetyki, a kiedy Matthew Fox w Lost wypowiedział słowo klucz na A (kontynent na południe od wszystkiego) myślałam, że nagram to sobie na mp3.
I wszystko Ameryka. I antarktyda.
Bilans wakacji?
- piękniejsza jak zawsze
- mądrzejsza (przeczytałam wszystkie ciekawe książki jakie miałam w pobliżu, byleby nie czytać Dostojewskiego)
- nauczyłam się grać w tenisa. (i urywam mojemu prywatnemu trenerowi po 4 gemy :D)
- Nie byłam nad polskim morzem!
- poprawiłam swoje skillsy jeśli chodzi o cukiernictwo i deserologię. Umiejętności z pracy nareszcie się przydały :D
ah cudownie. I pozdrawiam Olę! jak Ty tu trafiłas człowieku :)?
Such great heights
Link 09.09.2008 :: 09:12
Komentuj (4)Potrzebowałam miesiąca, aby przebrnąć przez zbrodnię, praklatyje waprosy, chrystianiczny byt Sonii, karę czy w końcu Rodionowy byt podobny Łazarzowi. uh!
Anna Karenina jawi się dużym wybawieniem, czyta się dużo lepiej.
Co jeszcze w tym miesiącu oprócz 'She loves Dostoyevski'?
- ulubiona impreza czterolecia. + silna nerwoza na punkcie najgłupszego błędu rzeczowego świata. igrzyska olimpijskie nie równa się olimpiada.
- 1 sezon Grey's Anatomy. Towarzysz żyźni się wciągnął, co mnie cieszy.
- 4 dniowy poznański maraton imprezowo-urodzinowy.
- wytwarzanie w związku z tym, pełną parą DIY prezentów.
- Eric Clapton - bez komentarza
- skończyła się era blond kurczaka wraz z ostatnią porcją ściętych spalonych "superjasnym popielatym". Vive le naturel!
Jest wrzesień. Słońce mruży mi oczy, są wakacje. Piję herbatę. Jem drażetki orzechowe.
:)
(prawo) Sierpowo
Link 02.08.2008 :: 09:56
Komentuj (7)Odkrycie dnia - najlepszy smak Almette - chrzanowy.
Odkrycie tygodnia - Harry Potter po angielsku jest napisany nietopornym i ciekawym językiem.
Odkrycie tygodnia #2 - Jakim cudem ja w liceum przebrnęłam przez "Zbrodnię i Karę"?
Pierwszy deszcz od dawna. Bez rytuałów i podtekstów. Po prostu deszcz. Nic tylko zakopać się w pościel i czytać. Byle nie Dostojewskiego. Kolejna dwudniowa wizyta w Poznaniu - najlepsze miejsce na romantyczne randki - Empik!
- Jesteś jak Tesco!
- Czemu?
- Połowa lipca, a ty - witaj szkoło!
Chciałabym znać wszystkie języki świata. I przeczytać wszystkie książki jakie chce. I pojechać we wszystkie miejsca, w które chce pojechać. I codziennie pić tą cudowną waniliową latte. Jak będę duża, to pierwsze zarobione pieniądze wydam na ciśnieniowy ekspres do kawy. Taki jaki miałam w pracy. I wtedy będę szczęśliwa każdego ranka.
Jak mało blondynce wystarcza do szczęścia.
Krzysztofa
Link 25.07.2008 :: 14:42
Komentuj (0)a jutro Anny. Słucham sobie hiciorów z Eski i baunsuję. A co mi tam. Normalność studencka przyjechała, pojechała i zostawiła mnie z niewiarą w oglądanie filmów. Ostatnimi czasy każdy film za jaki się zabiorę to beznadzieja. Pozostały mi już tylko seriale. Chociaż House MD zanudził mnie na śmierć przy pierwszym podejściu. Może za drugim będzie lepiej. Tyle o moich rozterkach filmowo-telewizyjnych. Rozterki książkowe - nie mam ochoty na Fiodora, łykam Słomczyńskiego. Rozterki wyjazdowe - nie ma kiedy proszę państwa. Do 8 sierpnia za wcześnie. Potem - do 24 sierpnia nie ma mnie dla świata. Jestem tylko ja i moja miłość. Hah! Po 24 sierpnia? Jedyna szansa na wyjazd. Ale gdzie? co? Wakacje studenckie wcale nie są długie.
Słońce cudownie oświetla cytrynowobury dworzec PKP. Gorąca woda parzy ręce i myje słoiki na pyszny mus jabłkowy, z którego można wyczarować mnóstwo cynamonowych pyszności. Towarzysz życia mówi, że powinnam założyć własną kawiarnię. Póki co, na dworzec wtacza się jakiś pociąg, jak sądzę do Złotowa. Kręcimy się w kółko, byliśmy już wszędzie.
Mam nowe okulary. A wraz z nimi 3 komplety wad wzroku. Inną w soczewkach. Inną w starych okularach, ubieranych aby stworzyć hafciarskie dzieło mojego życia. Inną w nowych okularach. Ale emocje.
Nie wiem czy przeżyjecie takie emocje jakie mną targają, a więc kończę.
Z poważaniem.
Ocean Avenue
Link 17.07.2008 :: 10:10
Komentuj (3)Tak. Słucham Yellowcard. Shame on me.
Źle się dzieje w państwie duńskim. Nie chce mi się jechać do Piaseczna, ba! nawet na zwykły koncert mi się nie chce. Nie poznaje na boisku piłkarza mojego życia. Oswajam koty. Parzę sobie język gorącymi, kwaśnymi śliwkami. Mówię po angielsku do ściany. Ćwiczę forehand, backhand i inne toe-loopy i lutze na korcie. Jedno oko cofa wadę o 0.25, drugie powiększa o 0.75.
Wakacje rozstrajają cyborgów.
Jutro pociągiem relacji Poznań-Piła przyjeżdża nadzieja na codzienność i normalność studencką. I w ogóle.
Zakochałam się w kolejnym Kapuścińskim. Tym razem "Kirgiz schodzi z konia" - polecam. W kolejce oprócz kolejnych wypocin Coelho, półmetrowa wieża twórczości Boskiego Fiodora. Pani w bibliotece twierdzi, że miał najwyraźniej za dużo wolnego czasu. A to nie koniec. No jest co robić. Wieś na mnie czeka podobno. Ja czekam na coś?
Wpis wakacyjny
Link 13.07.2008 :: 22:29
Komentuj (1)i do tego pierwszy w pełni wakacyjny wpis. Udało się. Cyborgowo, bo cyborgowo, ale bez września.
Mam piękny pokój z widokiem na zieleń. Piękny pokój z oknem i własnym 1,5osobowym łóżkiem. To jest plus. Pod blokiem niezbędnik - Biedronka, solarium, warzywniak i kebab. To je żiwot. W domu jest cudownie. Jedzenie, spacery i ci starzy znajomi, którzy zawsze są. Niezależnie od polityki wewnątrztowarzyskiej i frontów atmosferycznych. Nieważne.
Cudownie. Nawet z wygazowaną pepsi i suchym chlebem typu czarny chleb.
Cudownie.
She don't lie
Link 07.07.2008 :: 13:55
Komentuj (2)czyli claptonowy okrutny psikus dla wiedzy angielsko gramatycznej małego dziecka.
Okrutne psikusy są w modzie. Sama siebie zaskakuję stanowczością własną i jestem z niej dumna. Okazuje się, że knyfcik w toksycznych przyjaźniach tkwi w tym, że do samego końca nie widać ich toksyczności. Do samego końca wydają się wręcz konieczne do przeżycia. A tu nie. Jestem prawie pewna, że kiedyś będzie dobrze. Kiedyś. Kiedy będę miała dom z prowansalską kuchnią, ziołami w ogrodzie i praniem na sznurze. (dzisiejsze rozmyślania spod linki z pościelą)
Wakacje moi mili. Złotowski o'pener fest mocny i prawdziwy. I jakże dziwny, zważywszy na okoliczności i główne postacie dramatu. Dołwer twierdzi, że miłość śmierdzi. Amor es perros. Pecado. Traición. Dolor.
Kiedyś nauczę się hiszpańskiego. I francuskiego. I będę spędzać czas pomiędzy rozgrzaną słońcem Barceloną a najpiękniejszym Paryżem.
Shake it!
Link 29.06.2008 :: 22:27
Komentuj (1)Teraz już wiem czemu na szkoleniu BHP mówili o białych klawiaturach. Na czarnych nic nie widać po ciemku. A jest ciemno.
3 dzień siedzę sama w mieszkaniu i próbuję zmusić się do nauki na ostatni egzamin. Przedwczoraj egzystencjalne nocne rozważania, wczoraj nocny maraton z Lost /loust/ - wg polskiego lektora. I koncert - godzinny, ale kalifornijski. Dzisiaj niestety towarzysz żyzni paszoł rabotać. Niemcy przegrywają z Hiszpanią, co generalnie najlepszym rozwiązaniem nie jest, ale podobno to dobry znak na jutro.
To był bardzo dobry rok szkolny. Demoniczny angielski okazał się całkiem sympatycznym, rosyjski tym bardziej. Liceum w toksycznym humanie nie poszło na marne i pozwoliło w miarę bezboleśnie przeżyć literaturę, poetykę i tym podobne filologiczne dziedziny, których prawdziwi filolodzy powinni nienawidzić, a aspirujący pedagodzy (o zgrozo!) lubić powinni, jak też jest. Grupa, malejąca z każdym miesiącem idealnie dobrana pod prawie każdym względem. Prawie - bo cały czas słyszę o płonącym sercu i o tym, że
argotyzm to krajeńczyzm, posłuchaj jak Ania mówi. Jakaś biedna Britiszka musi z tym teraz żyć. Życie uczuciowe - nie ma chyba co komentować.
O planach na wakacje pomyślimy, kiedy wakacje nastaną. Jutro po 11. See you there.
o nienormalności
Link 26.06.2008 :: 14:30
Komentuj (0)Z głośników słychać piosenkę o nienormalności. Skłania mnie to do zastanowienia się, co jest w moim życiu nienormalne?
- 10 egzaminów w sesji, zdecydowanie
- 1 okno na 5 pomieszczeń
- absolutnie niezrozumiała chęć zamieszkania na ósmym piętrze w bloku i klaustrofobicznie uzasadniona niechęć wjeżdżania na 6 piętro w Collegium Novum
- niejedzenie grejpfrutów
- niezachwycanie się Deppem, którego (niezachwycania) coraz bardziej nie rozumiem zresztą
- nagranie na mp3 po piosence w następującej kolejności: metalcore, hiphop, country, hard-core, electro, skatepunk, poezja śpiewana, emocore. Nieważne.
- w czasie sesji zaczynanie połowy zdań od "a wczoraj w Chirurgach..."
- chęć sprawdzenia wszystkich możliwych rozwiązań jednego problemu
i w ogóle. idę się uczyć z dumnie nazywającej się gramatyki opisowej języka rosyjskiego.
Maybe tomorrow...
Link 23.06.2008 :: 08:35
Komentuj (1)...I'll find my way home.
Katharsis rozświetliło niebo, zabrało prąd w ostatniej minucie serialu, zapewniło zasypianie z Wicker Park OST. No. Za dwie godziny jadę. Na ostatnie egzaminy, na obejrzenie nowego mieszkania, na spektakularne życie w stolicy Wielkopolski.
Gorąca kąpiel lawendowa, peeling z truskawek i ostry zapach maślanki, cudowna mieszanka zapachów budzi. Budzi lepszym, mądrzejszym, doroślejszym. Ostatnio znowu złapałam się na myśleniu, że mam 17 lat. A tu ciągle, któraś znajoma spada z ambony. Nie mówię, że też bym chciała - nie, ja nadal wolę deskorolkową Kalifornię, dzięki której zdałam egzamin z PNJA i wszystko jest lepsze niż cud, miód i biała sukienka nad wypukłościami losu.
I look around at a beautiful life
Been the upperside of down
Been the inside of out
But we breathe
We breathe
[Księga gości]
2008
wrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2007
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecień
EwidentnieRossieSeductionKonfitura z buraka
O mnie
Layout by
Komercyjna dla
Layout4you
Pictures from
Deviantart Pattern from
Maru